MAŁY BIAŁY DOMEK

Tydzień temu dostaliśmy telefon. Na Mazurach stoi pusty dom, a obok niego wielka, wyposażona stolarnia. Możemy tam zamieszkać. Korzystać ze stolarni. Tylko za opłaty. Właściciel mieszka w innym miejscu. Wokół domu kilka hektarów należących do właściciela tej ziemi. Park ze starodrzewem (przed wojną stał tam dworek wysadzony w powietrze przez Rosjan pod koniec wojny), pola z sarnami i zającami, 2 koniki na emeryturze chodzące samopas, a  niedaleko 3 spore jeziora.

 W dodatku lotnisko Mazury-Olsztyn 40 minut dalej. Loty do Krakowa i Londynu. Czyli połączenie ze światem. Brzmi jak marzenie. Wiedzieliśmy, że jest w tym domu i stolarni trochę roboty do zrobienia, ale byliśmy na to gotowi. Malowanie, odświeżanie, drobne remonty. Damy radę! Nie zastanawialiśmy się więc długo. Oboje byliśmy na TAK. Dzień później siedzieliśmy już całą naszą trójką w samochodzie i mknęliśmy w stronę Mrągowa. Przed nami były 3 godziny drogi. Oboje czuliśmy dreszczyk ekscytacji, chociaż postanowiliśmy nie rozmawiać o tym, dopóki nie zobaczymy dokładnie jak to wygląda. Dojechaliśmy. 

Przywitał nas przepiękny domek pośrodku niczego. Totalne mazurskie pustkowie. Wokół pagórki o jakich zawsze marzyłam. Czułam spokój. Radość. Tak... mogę tak mieszkać. Przynajmniej przez chwilę. Spróbować takiego życia. Z dala od wszystkiego. Najważniejsze, że kurier tu dojeżdża. Wtedy wszystko da się załatwić. Sebastian od razu zanurzył się w budynku stolarni z właścicielem posesji. Ja poszłam przywitać się z 30-letnimi konikami. Nieziemskie doświadczenie. Potem obejrzeliśmy teren...dużo drzew, dużo przestrzeni. Weszliśmy do domu. Tu uderzenie. Inaczej to sobie wyobraziłam :( 

Myślałam, że dół będzie dużą otwartą przestrzenią. Ale dobrze. Niech będzie i tak. Najważniejsze, że na podłodze w salonie piękna sosnowa podłoga.

 Z okien widok na pofałdowane mazurskie pola. Cudnie. Weszliśmy na górę. Łazienka do remontu. Ale nie jest źle. Przećwiczę sobie remont łazienki- pomyślałam.

Reszta do odświeżenia. Damy radę. Widzę oczami wyobraźni jak pięknie można to zrobić. Ale widzę też, że Sebastian coś kręci nosem.  Potem zrobiliśmy mały objazd okolicy z właścicielami. Pojechaliśmy na pierogi, a potem wróciliśmy jeszcze raz. Sami. Znowu obejrzeliśmy dom. Tym razem zauważyłam miskę na podłodze na poddaszu, w innym miejscu zbutwiałe deski... o nie! Dach przecieka! I to poważnie.

Poddasze. Widoki z okien nieziemskie. Pokoiki też przytulne i "do zrobienia" . 


Myślę wtedy jednak, że jakoś to będzie. Ogarniemy. Wychodzę na dwór i wtedy mnie to uderza. Tu w ogóle nie jest przytulnie. Jest miejsce na ogródek o którym zawsze marzyłam, na stolik, ale jakoś tu tak nieprzytulnie, a moja bogata wyobraźnia nie potrafi się nagiąć i wyobrazić sobie, że jakoś to urządzę i będzie przytulnie. Wsiadamy do auta i wracamy bo już późno. Ja jestem raczej na tak, Sebastian raczej na nie, bo zna się na budowlance i wie ile to roboty. Po chwili rozmowy odpuszczam temat i czuję dużą ulgę. To moje TAK było chyba jednak naciągane. Dachu nie da się zrobić tak hop siup, ze wstępnych oględzin wynikało, że całą drewnianą część trzeba by wymienić. To naprawdę dużo roboty. Ogrzewanie tego domu też było bardzo niepewne, stary bojler. Gdyby to było nasze, można inwestować czas i pieniądze, ale skoro nie wiadomo ile tam pomieszkamy....dalej, toaleta była w tak dziwnym miejscu, że żeby do niej dojść trzeba się schylić. Stolarnia miała  dużo więcej wad niż zalet. Całość wymagała dużo więcej pracy niż się spodziewaliśmy. Pracy, której się nie boimy, ale którą jednak wolelibyśmy wykonywać już w naszym domu, na naszej ziemi. Wiedzieliśmy, że w domku nie będzie luksusów i będzie trochę roboty, ale jednak było tego za dużo. Wracamy trochę rozczarowani, ale jednak dużo bogatsi o to doświadczenie. Otworzyliśmy się na Mazury, zobaczyliśmy co nam się podoba, a co zdecydowanie nie. Czuję, że nasz dom jest coraz bliżej... 

Urszula

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów